Alfred R. Austermann, Bettina Austermann, Anna Ratajczak (Translator) Do dziś mało wiadomo o tym, jak ważny jest czas spędzony w brzuchu matki dla dalszego życia człowieka. Co dziesiąta osoba na początku ciąży nie jest tam sama. Jeśli w łonie matki są bliźnięta i jedno z nich umiera, drugie przeżywa silny szok, którego Aby matka nie była ciekawa, są to różne ruchy, które płód może wykonywać w łonie matki. Ruch w tygodniach od 16 do 20 Około 16. do 20. tygodnia ciąży, a raczej w 4. do 5. tygodnia ciąży, matka zacznie odczuwać początkowe ruchy płodu, takie jak kopnięcia lub uderzenia pięścią. Polska specjalistka w dziedzinie perinatologii ma na koncie 140 operacji wad serca w łonie matki. Koledzy po fachu mówią, że weszła na wyżyny medycyny - skomplikowany zabieg przeprowadza na sercu o wielkości pięciogroszówki. Doceniali ją rodzice uratowanych dzieci, teraz uznanie przyszło z zagranicy. Prof. Marzena Dębska otrzymała nagrodę w dziedzinie terapii wad serca u płodów. Życie przed urodzeniem — w łonie matki. сały film Dokument, lektor PLPrzed urodzeniem.Ten film dokumentalny bada rozwój rozwijającego się płodu od poczęcia d Sławomir Świerzyński: Byłem molestowany przez bliźniaków, teraz związanych z kręgami PO - RMF24.pl - Lider zespołu Bayer Full Sławomir Świerzyński potwierdził w Porannej Rozmowie w 23.05.2021 14:51. Wzruszające zdjęcie bliźniaków, które w łonie matki trzymają się za ręce (Źródło: 123RF) W ostatnich dniach w internecie pojawił się wzruszający obrazek: sonogram ukazujący moment, kiedy umierający brat bliźniak trzyma w łonie matki rękę siostry. Przyszli rodzice, Ian i Brittani McIntire, byli załamani Karolina uważa, że najważniejsza jest poduszka do karmienia bliźniaków. Na niej można łatwo ułożyć dzieci przystawiane do piersi, co pomaga w podtrzymywaniu główki. – Nie ma też co kupować wanienki. Najpierw dzieciaki są tak małe, że myłam je swobodnie w umywalce, a potem w misce w wysokim brodziku – opowiada Karolina. Dzięki protokołowi medycznemu opracowanemu na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco (UCSF), kanadyjscy lekarze jako pierwsi na świecie przeprowadzili w macicy matki udane leczenie dziecka cierpiącego na rzadką genetyczną chorobę Pompego. Nieleczona prowadzi do śmierci dzieci i niemowląt. Mała Ayla, którą zajmowali się lekarze w Kanadzie, od dwóch lat rozwija się prawidłowo. W 2021 roku program "Ze zdrowiem Ci do twarzy" trwa 3 godziny. Zapraszamy do słuchania w każdą sobotę od godz. 12:05 do 15. Można nas słuchać na FM i w internecie. Tagi: życie prenatalne, pamięć prenatalna, psychologia prenatalny, życie płodowe, pamięć, Emilia Lichtenberg-Kokoszka, Radio Opole, audycja, Ze zdrowiem, Ze zdrowiem Ci Sidpai bardo: bardo "stawania się", stan "pośmiertny" trwający od czasu bardo dharmaty do czasu odrodzenia ("umiejscowienia się" w łonie przyszłej matki), jako przyszły człowiek lub inna istota, np. zwierzę takie jak ptak który urodzi się z jaja. Zgodnie z tymi naukami doświadczenia w czasie śmierci klinicznej należy odnieść do WNJblw. Długo przygotowywaliście się do pierwszego rozdzielenia bliźniąt syjamskich?Dziesięć to symboliczne liczenie. Już wyjaśniam o co chodzi. Pierwszym zabiegiem, który przeprowadziliśmy w nowo otwartym szpitalu w Prokocimiu 10 lutego 1966 roku, była przepuklina pachwinowa u dziewczynki. 21 marca tego samego roku do szpitala przyjęliśmy noworodka płci męskiej w trzeciej dobie życia z zarośniętym przełykiem. Operacja zespolenia przełyku się udała, chłopczyk przeżył. I to był znak. Bardzo dobry znak, rokujący na przyszłość w zamierzonym kierunku leczenia ciężkich wad rozwojowych u to była pierwsza wrodzona niedrożność przełyku zoperowana w Krakowie bez komplikacji, po której chłopczyk dziesięć lat…… i my - młodzi chirurdzy - zdobyliśmy doświadczenie, wiedzę, umiejętności. Dlatego gdy do nas ze Świętokrzyskiego przywieziono dwie zrośnięte dziewczynki w drugiej dobie życia, nie wahaliśmy się ani minuty. Prof. Jan Grochowski, kierownik kliniki chirurgii dziecięcej, ówczesny dyrektor szpitala(mąż dr Elżbiety Grochowskiej - red.), zdecydował, że bierzemy się za tę odmówić pomocy? W końcu nikt w Polsce wtedy nie wykonywał takich operacji?Nie było takiej opcji. Nie wzbranialiśmy się przed nią, bo wiedzieliśmy, że powinniśmy dać sobie radę. Poza tym nasz szpital na tamte czasy mógł się pochwalić supernowoczesnymi warunkami: mieliśmy oddział intensywnej terapii dla noworodków, odpowiednią aparaturę do znieczulenia, specjalistę anestezji dziecięcej dra Jana Wężyka, a to są istotne aspekty w takich tak byliście odważni: wziąć się za coś, czego wcześniej w ogóle nie bliźniaczek nie był aż tak skomplikowany: zewnętrznie przebiegał od mostka do wspólnej wymagała jakichś specjalnych przygotowań?Tak naprawdę nie mieliśmy zbyt wiele czasu na przygotowywanie się, po tym jak przywieziono do nas dziewczynki. Zabieg zaplanowano szybko: trafiły na stół operacyjny kilka dni po urodzeniu, gdyż jedna z nich była znacznie słabsza. Tereska gorzej oddychała, miała zapalenie płuc. Kasia była w lepszej były dzieci urodzone w terminie?Tak, poprzez cięcie wówczas nie było nawet USG. Jak lekarze rozpoznawali ciąże bliźniacze?Najbardziej pierwotnymi i prymitywnymi sposobami. Na słuch, poprzez stetoskopy, czyli zwykłe słuchawki ginekolodzy mogli rozpoznać, że w łonie matki są bliźniaki syjamskie?Tego nie wiemy, ale raczej nie. Zdarzało się, że nie rozpoznawano w ogóle ciąży bliźniaczych, nie wspominając już o tym, że są to zrośnięte bliźniaki. Kobiety więc rodziły drogą naturalną, w rezultacie podczas jednego z takich porodów jeden z bliźniaków miał głęboki stopień niedotlenienia, złamania kości nóg, rączki. Takie to były rozdzielano Kasię i Teresę?Najpierw przeprowadziliśmy badanie radiologiczne sylwetek dzieci i angiograficzne. Polega ono na podaniu kontrastu do organizmu, by ocenić naczynia krwionośne i zakontraktowane narządy w każdym z tych dzieci. To jedyne badanie, na podstawie którego przeprowadziliśmy operację. Zobaczyliśmy wówczas, że dziewczynki mają osobne dwa normalne serca, wszystkie układy były podwójne, nie trzeba zatem było robić podziałów narządów. Jedyny zrost, jaki miały, to był zrost wątroby, która została narzędzia chirurgiczne mieliście do dyspozycji?W tym czasie nie było nowoczesnych urządzeń do cięcia. Nóż ultradźwiękowy - dziś podstawowe narzędzie w pracy chirurga - w ogóle nie istniał. Rozdzielaliśmy przy pomocy noża koagulacyjnego, który służy do zamykania naczyń krwionośnych przy zabiegach chirurgicznych. Przed tym chirurg musiał kleszczykami naczyniowymi chwytać naczynka krwawiące. Tak było aż do momentu gdy weszła elektrokoagulacja. Cięcie wątroby wykonywaliśmy właśnie tym nożem. Zanim ustalony był termin operacji, trzeba było zdecydować o składach zespołów Czyli było ich wiele?Przy tego typu operacji muszą być dwa zespoły operacyjne: dwa zespoły chirurgów i anestezjologów. W okresie poprzedzającym operacje analizowany był wielokrotnie plan operacji i zasady postępowania chirurgicznego, wszyscy musieliśmy być pod stałym telefonem, dlatego że stan jednej z dziewczynek był gorszy. Nie wykluczaliśmy, że operację trzeba będzie rozpocząć w trybie nagłym. Wszyscy zatem czuwali, gdyby zaszła taka potrzeba. I proszę zauważyć, że wtedy nie było telefonów komórkowych!Kto operował?Kierował operacją oczywiście mój mąż - prof. Jan Grochowski. Na sali operacyjnej z chirurgami ogólnymi - czyli mną, Wiesławą Żurek, Haliną Aleksandrowicz współdziałali też inni specjaliści, kardiochirurg Eugenia Zdebska, urolog Jerzy Grochowski był tyranem na sali operacyjnej?Dawał chirurgom dużo swobody. Bo uważał, że jak ktoś ma patent chirurga, to musi być samodzielny. Ale mimo to kontrolował sytuację i złościł się jak coś nie szło tak jak powinno. Bali się go wszyscy, to trwał zabieg?Nie pamiętam, ale chyba z sześć godzin, a może i dłużej. Do zabiegu były przygotowane dwie sale operacyjne. W jednej dwa zespoły anestezjologów prowadziły znieczulenia dziewczynek i następnie chirurdzy operacyjnie rozdzielali je. Po rozdzieleniu jedno dziecko wraz z zespołem anestezjologów było przeniesione na drugą salę i na tej drugiej sali dokonywało się już końcowych etapów operacji - zamknięcia powłok jakieś komplikacje?Żadnych. Zabieg odbył się bez powikłań. Zrost - od mostka do pępka - nie należał do najtrudniejszych. Nie trzeba było dzielić żadnych narządów: ani worka osierdziowego, ani przewodów pokarmowych, bo były osobne, a poza tym składały się ze wszystkich części. Jedynie wątroby były zrośnięte klepsydrowatym zrostem na szerokości 6 się czuły bliźniaczki po zabiegu?Słabsza Tereska zmarła dwa dni po zabiegu. Kasia była w bardzo dobrej formie. Niestety i potem - podczas kolejnych operacji rozdzielania syjamskich bliźniąt - umierało jedno z nich. Operacyjnie rozdzieliliśmy dziewięć par i niestety za każdym razem słabszy bliźniak obarczony dodatkowymi wadami jeszcze długo przebywała w szpitalu?Na pewno nie krócej niż trzy wymagała kolejnych zabiegów?Oczywiście. Była wymagana korekcja blizny u kilkunastomiesięcznej Kasi. Po rozdzieleniu, u dziewczynek powstał siedmiocentymetrowy ubytek w powłokach. Ubytki powłoki stanowią duży problem chirurgiczny. U dziewczynek trzeba było go zamknąć sztucznym materiałem. Pokryliśmy go łatą z dakronowej tkaniny. Łatanie powoduje, że ubytek zamyka jamę ciała, skóra się zbliża, a pod spodem dochodzi do ziarninowania, czyli powstania nowej żyje?Widziałyśmy się pod koniec lat 90. Przyjechała wówczas do szpitala po zaświadczenia lekarskie. Była to całkiem zdrowa dziewczyna. Tylko że nie bardzo wiodło się jej materialnie. Mama wcześnie zmarła, ojciec klepał biedę. Nie wiem jak potoczyły się jej losy. Mam nadzieję, że wszystko jest w musieli wyrazić zgodę na operację?Tak. Prof. Grochowski w rozmowie z nimi przedstawił szczegóły dotyczące stanu dziewczynek, ewentualnych komplikacji. To trudne rozmowy, ale bez zgody rodziców nie podjęlibyśmy operacji. To oni decydują o swoich chyba nie dawały spokoju po przeprowadzeniu tej pionierskiej operacji?Tak, bo to był sukces polskiej medycyny. Pierwszy taki zabieg w kraju. Ale bez przesady, mieliśmy czas na pracę. Nie przesiadywaliśmy za długo na konferencjach bliźniaki syjamskie automatycznie trafiały do szpitala w Prokocimiu?Tak, tylko my wykonywaliśmy takie operacje. Na drugą zresztą nie trzeba było długo czekać. Już w 1980 roku przyjęto u nas kolejną parę. I znowu to były dziewczynki. Z podobnym zrostem. Nie mieliśmy dylematów, przyjęliśmy dzieci i zoperowaliśmy je. Kilka lat później prof. Jan Grochowski wraz z zespołem przeprowadził jedną z najbardziej skomplikowanych operacji. Nie uczestniczyłam w tym zabiegu, gdyż wyjechałam za granicę . To byli chłopcy ze zrostem w obrębie jamy brzusznej, z przemieszczonym na zewnątrz końcowym odcinkiem jelita grubego i pęcherzem moczowym, brakiem odbytu i wadą kości krzyżowej, rozszczepem moszny, mieli szczątkowe prącie. Kończyna dolna prawa była prawidłowa, lewa natomiast niedorozwinięta. Niezwykle skomplikowana wada. Operacja wielogodzinnej rekonstrukcji pęcherzy moczowych i podziału jelit z wytworzeniem odbytów sztucznych zakończyła się powodzeniem. Jeden z bliźniaków przeżył. Przebył on wiele operacji ortopedycznych w kolejnych miesiącach i zabieg szczególnie utkwił w pamięci Pani?Dobrze pamiętam parę dziewczynek z 1992 roku. Miały wspólny przewód pokarmowy, jedno jelito grube. Trzeba było podzielić tak, by każda dostała po połowie jelita. I tak też się stało. Zoperowaliśmy je kiedy miały 21 miesięcy. Od urodzenia cały czas były w klinice pod naszą obserwacją. Wtedy zajmował się nimi dr hab. Adam Bysiek, utalentowany chirurg. Po raz pierwszy użył ekspandera w celu wytworzenia nadmiaru skóry, aby po rozdzieleniu dzieci zamknąć ubytek dopiero się pojawiły?Tak, i my jako pierwsi zakupiliśmy to urządzenie. To nic innego jak plastikowy balonik, który służy do powiększania powłok, a głównie skóry - jej wydłużania, wyciągania. Wprowadza się go pod skórę na twarde podłoże - np. na żebrach i stopniowo dopełnia się go powietrzem. Balonik rośnie i tym sposobem powiększa uniwersyteccy lekarze poradziliby sobie z rozdzieleniem bliźniąt syjamskich?Poza wszelkimi wątpliwościami: panowała wówczas atmosfera w USD, towarzyszyły tym operacjom chyba wielkie emocje?Muszę powiedzieć, że chirurgia to taka dziedzina, iż człowiek cały czas ma dylematy. Przynajmniej tak było ze mną. Jeśli cokolwiek zrobi się na żywym organizmie, nawet proste zespolenie jelita, to o 4 rano chirurg budzi się i zastanawia, czy dobrze zrobił. A może warto było zastosować jednowarstwowe zespolenie. A może jednak dwuwarstwowe, choć ostatnie doniesienia w prasie medycznej mówią, że jednowarstwowe lepiej się goją. A może trzeba było gęściej zszyć, czy jednak rzadziej, bo większe odstępy pomiędzy szwami mniej anemizują tkankę i jest lepszy dopływ krwi. I tak od świtu człowiek główkuje i zapomina o śnie. Przy takich sprawach jak rozdzielenie bliźniaków syjamskich są jeszcze nieporównywalnie większe emocje i szczerze: czuje Pani dziś satysfakcję i dumę?Tak, ale mimo że minęło tyle lat, mam niedosyt. Spośród 9 rozdzielonych par jeden z bliźniaków nie żyje. Wielka szkoda. Niestety, warunki anatomiczne i stan tych dzieci nie pozwalał na przeżycie obojgu. Teraz to już się za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytajCodziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!"Gazeta Krakowska" na Twitterze Tragedia przywodząca na myśl dramat ciężarnej Izy z Pszczyny wydarzyła się w Częstochowie. 37-letnia Agnieszka zmarła przez powikłania związane z ciążą bliźniaczą. Jej bliscy walczą teraz o sprawiedliwość dla matki, która osierociła trójkę dzieci, ponieważ w przez zaostrzenie prawa aborcyjnego w Polsce ich zdaniem nikt jej w porę nie pomógł. Ciąża powinna być spokojnym i pięknym czasem, pełnym miłości i radosnego oczekiwania. Niestety, nie w Polsce. W naszym kraju po wyroku Trybunału Julii Przyłębskiej ograniczono prawo aborcyjne. Masowo protestujący tuż po tej decyzji Polacy zmagają się teraz z dramatami, o których krzyczeli jeszcze w czasie strajku kobiet. Ich transparenty stają się Izabeli z Pszczyny już raz pokazała, jak w praktyce wygląda spotkanie człowieka z machiną medycznych decyzji. Kobiety w ciąży nie mogą w Polsce czuć się bezpiecznie, w razie potencjalnych powikłań. Przekonała się o tym także zrozpaczona obecnie rodzina 37-letniej była w swojej czwartej ciąży, tym razem bliźniaczej. Troje starszego rodzeństwa z pewnością czekało na nowych członków rodziny, a zamiast powitania przyjdzie im teraz pożegnać nie tylko nienarodzone bliźniaki, ale przede wszystkim własną mamę. Skala tej tragedii nie mieści się w głowie. 37-letnia Agnieszka trafiła do szpitala w Częstochowie, będąc w bliźniaczej ciąży. Niestety, dzieci zmarły w jej łonie. Po kilku tygodniach prawdopodobnie w wyniku rozwinięcia się sepsy, odeszła również kobieta. Rodzina 37-latki oskarża o jej śmierć lekarzy, twierdząc, że nie usunęli na czas martwych płodów. Na sprawę zareagował już Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Częstochowie, który przesłał redakcji portalu swoje stanowisko w tej 37-letnia kobieta w ciąży bliźniaczejRodzina opowiada wstrząsającą historię w opublikowanym przez siebie apelu o tym, że najpierw zmarło w łonie matki jedno z dwójki bliźniąt. Ich zdaniem z uwagi na zmianę przepisów czekano do momentu, aż obumrze drugi płód. To prawdopodobnie zaprzepaściło szansę Agnieszki na przeżycie. Podczas pobytu w tymże szpitalu, jej stan się pogarszał. Przyjechała tam w pełni świadoma, w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej, z dolegliwościami ginekologicznymi. Za pośrednictwem rozmów telefonicznych byliśmy świadkami, jak stan jej z dnia na dzień ulegał pogorszeniu - pisze rodzina zmarłej."Według ekspertyzy lekarskiej, 23 grudnia 2021 zmarł jej pierwszy z bliźniaków, niestety nie pozwolono na usunięcie martwego płodu, ponieważ prawo w Polsce temu surowo zabrania. Czekano aż funkcje życiowe drugiego z bliźniaków samoistnie ustaną. Agnieszka nosiła w swoim łonie martwe dziecko przez kolejne 7 dni (!!!) Śmierć drugiego z bliźniaków nastąpiła dopiero 29 grudnia 2021 r. Następnym karygodnym faktem jest, że ręcznego wydobycia płodów dokonano po następnych 2 dniach (!!!) a mianowicie roku. Przez ten cały czas, zostawiono w niej rozkładające się ciała nienarodzonych synków. Nie zapomniano jednak w porę poinformować księdza, aby przyszedł na oddział i odprawił pogrzeb dla dzieci (!!!)" (pisownia oryginalna - przyp. red.) - opisuje dalej swoje stanowisko rodzina zmarłej Agnieszki. Po tym jak nastąpił zgon pierwszego dziecka (w dniu 23 grudnia 2021 roku) przyjęte zostało stanowisko wyczekujące, z uwagi na to, że była szansa, aby uratować drugie dziecko. Pomimo starań lekarzy doszło do obumarcia również drugiego płodu. Lekarze rozpoczęli indukcję mechaniczną i farmakologiczną. Pomimo zastosowania wyżej wymienionych środków brak było odpowiedzi ze strony pacjentki pod postacią rozwierania się szyjki i skurczów macicy. W dniu r. stało się możliwe wykonanie poronienia. Zabieg przeprowadzono w znieczuleniu ogólnym. Ostatecznie wykonana została indukcja farmakologiczna i mechaniczna poronienia, która trwała dwa dni - tłumaczy szpital w Częstochowie. Poniżej możecie znaleźć całe oświadczenie wydane przez Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Częstochowie w sprawie zmarłej Agnieszki. Jej stan miał się pogorszyć jeszcze bardziej po tym, jak zakaziła się koronawirusem. Czy myślicie, że w tej sprawie faktycznie nastąpi jakaś sprawiedliwość? Czy w ogóle można mówić o sprawiedliwości, kiedy ofiara tej sytuacji już nie żyje? Takiego filmiku z USG świat jeszcze nie widział. fot. @ChinaDaily Każdy, kto ma rodzeństwo doskonale wie, że od miłości do nienawiści wystarczy jeden krok. W jednej chwili siostry i bracia mogą zaciekle ze sobą walczyć albo obrzucać się niewybrednymi epitetami, by w następnej zaśmiewać się do rozpuku i tulić. Co więcej, tylko rodzeństwo ma prawo obgadywać siebie nawzajem przed osobami trzecimi. Jeśli to ktoś inny zacznie źle wyrażać się o naszym rodzeństwie, zawsze staniemy w jego obronie. Bliźniaczki biją się w łonie matki. Niezwykłe nagranie z USG. Nie da się zaprzeczyć, że rodzeństwo wiąże ze sobą wyjątkowa więź, a w przypadku bliźniąt jest ona jeszcze ciaśniejsza i bardziej niesamowita, a zdaniem wielu - wręcz niewytłumaczalna i magiczna. Bliźniaki często już w łonie matki udowadniają, że ich relacja jest naprawdę niespotykana. Pewna przyszła mama pochodząca z Chin w czwartym miesiącu ciąży wraz z mężem udała się na badanie USG. Przyszli rodzice mieli zobaczyć, jak rozwijają się ich córki – spodziewali się narodzin bliźniaczek. Wtedy ich oczom ukazał się naprawdę zaskakujący widok – okazało się, że dziewczynki harcowały w łonie matki, kopiąc się i szturchając nawzajem. Ojcu dzieci udało się uwiecznić tę niesamowitą chwilę na nagraniu, które umieścił w Sieci. Filmik z USG rywalizujących ze sobą bliźniaczek od razu stał się viralem. Twin rivalry! This amazing video captures two unborn babies from Northwest China’s Yinchuan fighting inside their mother’s womb! — China Daily (@ChinaDaily) 13 kwietnia 2019 Patrząc na to, jak wcześnie bliźniaczki wykazują rywalizację można się spodziewać, że gdy będą dorastać, zapewnią swoim rodzicom mnóstwo atrakcji. Ale jak to często bywa w przypadku rodzeństwa, okazuje się, że dziewczynki walczą ze sobą równie chętnie, jak okazują sobie miłość i wsparcie. Ojciec bliźniaczek wspominał w rozmowie z mediami, że podczas innej okazji był świadkiem, jak jego nienarodzone córki na nagraniu z USG uroczo się przytulają. Byliśmy niesamowicie wzruszeni. Dzieci były tak maleńkie a już wiedziały, jak opiekować się sobą nawzajem. Wierzę, że gdy podrosną będą żyć ze sobą w zgodzie - mówił w rozmowie z mediami ojciec dziewczynek. Ale chińskie bliźniaczki są wyjątkowe nie tylko ze względu na swój niespotykany temperament. To tzw. bliźniaczki mo-mo (ang. monoamniotic twins), co oznacza, że mają wspólne łożysko oraz płyn owodniowy. Taka ciąża zdarza się raz na 35-60 tys. przypadków! Dziewczynki przyszły na świat 8 kwietnia 2019 roku przez cesarskie cięcie. Gratulujemy rodzicom bliźniaczek i mamy nadzieję, że dziewczynki będą częściej się przytulać niż kopać i boksować!